Portal - Zabytki Architektury
Wąchock - Była Stolica Polski
Wprowadzono: 18-08-2010|Administrator|wyświetleń:6618
grafika

Wąchock - Była Stolica Polski

 

 

Zespół klasztorny zakonu Cystersów w Wąchocku urzeka swym pięknem. Aby poświęcić choć kilka słów każdej z rzeczy, która jest tego warta, trzeba by osobnej książki. Dlatego też w niniejszym opracowaniu posłużymy się fragmentami pięknego tekstu Jacka Cieślaka z Rzeczpospolitej ,,Cała prawda o Wąchocku”.

Roku Pańskiego 1179 w dolinie bagnistej rzeki Kamiennej, płynącej u podnóża lesistych Gór Świętokrzyskich, stanął cysterski brat Haymo w białym habicie z owczej wełny, z czarnym szkaplerzem – zdrożony długą wędrówką ze słynnego francuskiego opactwa Morimond. Zaprosił go krakowski biskup Gedeon. Polscy przewodnicy nazywali dolinę Wąchodzie, co znaczyło wąskie przejście. Francuzi pisali do swoich krajan, że przybyli do „Vancoz”.

Zanim Haymo zatknął krzyż nad Kamienną, bracia z cysterskiego wywiadu gospodarczego rozpoznali zalety położenia i bogactw świętokrzyskiej ziemi. Pośród okolicznych pagórków znaleźli budulec: czerwonobrunatny i ciemnożółty piaskowiec.

Patrzę na toskańskiego brata Simona z Casamari, budowniczego opactwa, który umieścił swoją małą rzeźbioną podobiznę w rogu kapitularza.

– To pierwsze gotyckie pomieszczenie w Polsce z centralnym ogrzewaniem. Nie jest gorsze od francuskich czy włoskich, bo wszystkie opactwa obowiązywały te same standardy. Ustalano je podczas corocznych zjazdów. Czy to nie były początki integracji europejskiej? – pyta z dumą brat Albert, wąchocki furtian. Wstąpił do zakonu, bo cystersi w każdej sprawie potrafią zachować umiar, dzieląc czas równo między modlitwę, pracę i odpoczynek.

– A tego dziś wszystkim brakuje najbardziej – tłumaczy. – Nawet serialowy ojciec Mateusz przyjechał z Sandomierza do Wąchocka, żeby się wyciszyć. Nie ma wątpliwości, że brat Simon, projektując wąchocki kościół, miał w oczach włoskie kościoły romańskie i ich fasady w pasy z białego i czarnego lub zielonego kamienia. Czarny zastąpił czerwonobrunatnym pobranym z pobliskiej skarpy. Aby ujrzeć, jak przez zwróconą na wschód rozetę wlewa się do świątyni poranne słońce, cystersi cięli, skuwali i szlifowali budulec przez 30 lat. Osiem wieków nie zdołało zatrzeć szorstkich, nieregularnych zagłębień dłuta w kamieniu. Wyczuwam je pod ręką w romańskim kapitalarzu, fraterni i karcerze. A w późniejszej, gotyckiej cegle – kształty palców cystersów, które formowały glinę przed wypaleniem. Ponad wiekami mogę podać im rękę i pogratulować. Jest czego.

W czasach, gdy większość średniowiecznych klasztorów żyła z ofiar, cysterscy bracia chcieli na siebie zapracować. Trzebili lasy, osuszali bagna, ale kopali też rudę żelaza i ołów, którym pokryli dach klasztoru. Mieściły się w nim mennica, apteka, a jej częścią był browar. Na pobliskich wzgórzach pielęgnowali winnicę.

Kiedy klasztor spłonął, a braci wymordowali Tatarzy, nowych odważnych kolonizatorów sprowadził Bolesław Wstydliwy. Stworzył dla nich pierwszą w okolicy strefę wolnocłową i oddał w zarząd kopalnię soli w Bochni.

Wąchoccy cystersi stali się wpływową wspólnotą. W czasie walki o krakowski tron poparli przyszłego króla Władysława Łokietka. Z jego nadania lokowali Radom. I otrzymali prawo do prowadzenia komory celnej. Utrzymywali świetne stosunki z braćmi w ojczyźnie. Awinioński papież Jan XXII bullą z 1329 r. wyjął opactwo spod jurysdykcji władzy świeckiej. Ale pozostawali wierni Polsce. Opat Mikołaj był egzekutorem wyroku w procesie polsko-krzyżackim. W 1454 r. Kazimierz Jagiellończyk nadał Wąchockowi prawa miejskie.

W 1789 r. wąchoccy cystersi postawili piec hutniczy o wysokości 16 metrów i wydajności pół tony surówki na dobę! Sława miasta przyciągnęła Juliana Ursyna Niemcewicza. Stanąłem właśnie w Wąchocku, nie wiedząc bynajmniej, że to był dzień nawiedzenia N. Panny, wielkiej w klasztorze uroczystości. Mnóstwo jadących ze wszystkich stron do opactwa ludzi różnego gatunku, targ przepełniony przekupniami, gospody wędrownikami, wkrótce ostrzegły mnie o tem – pisał w pamiętniku „Podróże historyczne po ziemiach polskich między 1811 a 1828 odbyte”. Rok później klasztor skasowano.

Spuścizna cystersów sprawiła, że generał Marian Langiewicz, uczestnik marszu Garibaldiego na Sycylię, wybierając w styczniu 1863 r. Wąchock na stolicę wolnej Polski, kierował się przesłankami, które dziś nazwalibyśmy logistycznymi. W pocysterskich budynkach działał lazaret, a nieopodal stacja pocztowa z sześcioma końmi, dysponująca sprawnym połączeniem z resztą kraju. Właśnie w jej siedzibie stacjonował sztab dyktatora z powstańczą drukarnią. W licznych kuźniach przekuwano kosy, osadzając je na sztorc. Stworzono orkiestrę, która zagrzewała do walki oddział liczący 1400 powstańców.

Po dziesięciu dniach miasto zdobyli Rosjanie. Barbarzyńskie żołdactwo rosyjskie gdziekolwiek weszło, zostawiało po sobie mord i spustoszenie. Wąchock spalony i wiele rodzin doprowadzonych do nędzy (...), ale już był sobie pozyskał dobrą reputację. Na otarcie łez. Bo po 415 latach stracił prawa miejskie. Świadectwem żałoby narodowej jest czarna biżuteria w cysterskim muzeum: metalowe pierścionki z orłem i medaliony na łańcuchach. W gablocie obok leży bladoszare niemieckie mydło z ludzkiego tłuszczu marki Riff.

Na rynku w Wąchocku bieleje pomnik ,,Ponurego”. 400 żołnierzy zgromadził „Ponury”, Jan Piwnik, cichociemny. Szła za nim legenda słynnego rajdu na więzienie w Pińsku, gdzie odbił wielu przetrzymywanych tam Polaków. Grot-Rowecki odznaczył go za to Virtuti Militari. Na pobliskim Wykusie stoi murowana kapliczka z nazwiskami i pseudonimami tych, którzy tu polegli. Po drugiej stronie rynku niepozorny budyneczek, wyróżniający się wmurowanymi tablicami przypomina o tym, że tu mieściła się kwatera generała Langiewicza.

Na temat genezy dowcipów o Wąchocku rozpisywali się naukowcy. Wielu twierdzi, że były one dziełem partyjnych propagandystów, którzy chcieli ograniczyć wpływ klasztoru na zdrowy trzon starachowickiej klasy robotniczej. Dziś nikt w Wąchocku nie obraża się, gdy słyszy, że na noc zwijają asfalt, by się nie niszczył. Dumnie siedzący na pomniku przed budynkiem poczty sołtys dobitnie to potwierdza a co roku z całej Polski zjeżdżają się prawdziwi sołtysi, by zmierzyć się w niekiedy bardzo dziwnych konkurencjach.

 

 

PDF
DRUKUJ
POWRÓT
Szukaj w portalu
zaawansowane
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
grafika
 
Wprowadzono: 11-02-2011
Jarosław Basak
Ilość fotografii: 10
Narodowa Strategia Spójności
Województwo Świętokrzyskie
Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego
Projekt współfinansowany ze Środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach
Regionalnego Programu Operacyjnego woj. świętokrzyskiego na lata 2007-2013